Mapa serwisu      

Magazyn VIP BIZNES & STYL - Biznes bez granic

          Bardzo ładna Niemka dwa lata temu pojawiła się w Rzeszowie i doprowadziła do biznesowego trzęsienia  ziemi. Susanna Brittani w kilkanaście miesięcy zrealizowała projekt wprowadzenia do Parku Naukowo-Technologicznego w podrzeszowskiej Jasionce, niemieckiego giganta MTU Aero Engines. W maju MTU świętowało otwarcie, władze Podkarpacia sumowały liczby; 200 nowych miejsc pracy, 50 mln euro zainwestowanych w regionie, a pani Brittani? Skromnie stała z boku, bo bilans zrobiła już dawno. Przez dwa lata bardzo związała się z Rzeszowem, tu zdecydowała się wynająć dom, biuro na siedzibę swojej firmy Brittani Network Group i … właśnie opracowuje zaawansowany plan ściągnięcia do Rzeszowa poważnego inwestora ze Szwecji.

          Spotykamy się w biurze BNG w samym centrum Rzeszowa, a jednak dyskretnie usuniętego w cień. Kto nie zna adresu, z ulicy tu nie trafi. Mam wrażenie, że podobnie jest z Susanną Brittani – ona sama współpracowała, albo współpracuje z największymi niemieckimi koncernami i nie tylko, przez lata pracowała na najpoważniejszych stanowiskach menedżerskich dla Siemens Bosch, a mimo to najwyżej ceni sobie skromność.

- Biznes jest moim życiem, kocham to od zawsze. Ale najważniejszy jest klient, on jest na pierwszym planie, ja pozostaję w cieniu. Liczy się dobrze zrealizowany projekt, końcowy sukces, a potem szukam następnego wyzwania – mówi pani Susanna, a ja całą swoją uwagę koncentruję na melodii jej głosu, próbuję wychwycić twardy, niemiecki akcent. Nic. Susanna Brittani nie tylko perfekcyjnie mówi po polsku, ona w całych frazach nie pozostawia cienia obcego akcentu.

Bo... – i tutaj kobieta wybucha śmiechem… - Urodziłam się w Gliwicach.  Miałam 17 lat, gdy z rodzicami i rodzeństwem wyjechałam do Monachium. Rodzice są Niemcami, ojciec ma włoskie korzenie. Mama od zawsze marzyła, by na stałe przenieść się do Niemiec, tęskniła za językiem, kulturą, mentalnością. Chciała też, abyśmy wychowywali się w swojej ojczyźnie – opowiada właścicielka Brittani Network Group.

Po latach okazuje się, że po Śląsku, teraz Podkarpacie może być jednym z najważniejszych przystanków w życiu Susanny Brittani. Chociaż aż trudno uwierzyć, jak ktoś z takim doświadczeniem biznesowym, bardzo poważną karierą menedżerską na koncie, kontaktami w całej Europie, decyduje się na biznesową przyszłość w Rzeszowie.

Cierpliwie, do celu


- Tutaj bardzo dobrze się czuję i tutaj widzę przyszłość dla mojej firmy - krótko tłumaczy pani Susanna. - Ale czy można o mnie powiedzieć, że gdzieś osiadłam na stałe? BNG ma też biuro w Warszawie, ja jestem w nieustannej podróży, bardziej czuję się jak ambasador Rzeszowa i Podkarpacia. Uważam, że ta część Polski ma duży potencjał nie do końca wykorzystany. Szansą dla Podkarpacia jest Dolina Lotnicza, strefy ekonomiczne i dobra kadra inżynierska. Na dalszym planie wymieniam możliwości turystyczne regionu. Susanna Brittani zdaje się być perfekcyjnie zorganizowana, a przy tym ma pewną rzadką cechę - jest naturalnie, prawdziwie sympatyczna. Nie narzeka, nie kaprysi, gdy rozmawiamy już późnym wieczorem, ani na moment nie zdaje się być zmęczona. Patrzę wręcz z zazdrością, jak po dziesięciu godzinach spędzonych w pracy, twarz właścicielki promienieje. Gdy już późnym, bardzo późnym wieczorem robimy zdjęcia na rzeszowskim Rynku pani Susanna bez zmrużenia oka zgadza się na wszystkie sugestie fotografa. Nocna sesja przed terminalem lotniczym w Jasionce, mimo że następnego dnia zaraz rano wylatuje do Warszawy? Nie ma problemu.

- Jestem cierpliwa, wyznaczam sobie cel i skutecznie do niego dążę – opowiada kobieta. Minęło sporo lat, ale przecież nie można zapomnieć tamtej nastolatki, która z siermiężnego PRL-u końca lat siedemdziesiątych trafiła do Monachium i musiała sobie radzić.

- Nigdy nie miałam z tym problemu – mówi. – W 8 miesięcy przeszłam intensywny kurs niemieckiego, zdałam maturę, skończyłam biznesowe studia. Pamiętam takie zdarzenie: moja siostra wstydziła się, że mówi po niemiecku z polskim akcentem, a tym samym prowokuje pytania o swoje pochodzenie. Ja nigdy nie przejmowałam się takimi rzeczami, cieszyłam się, że w ogóle mówię, że ludzie mnie rozumieją, że mogę realizować marzenia i dążyć do niezależności. Chyba zawsze byłam przebojowa.

Na pewno nieszablonowa. Już na studiach Susanna korzystała ze stypendium firmy Bosch. Miała 27 lat, gdy pojechała do Wielkiej Brytanii szlifować angielski i zakładać serwis Siemens Bosch. To był męski świat, a ślicznej blondynce wmawiali, by przeniosła się do biznesu modowego, gdzie pasuje idealnie, zamiast udowadniać, że świetnie sprawdza się w dużych, technicznych biznesach z kontraktami za miliony marek. Po trzech latach w Anglii miałam do wyboru: albo awans i przenosiny do RPA, albo... - wybrałam powrót do centrali, bo tylko w centrali robi się prawdziwą karierę – wspomina Susanna Brittani.

Zawsze lubiła iść swoją drogą, długo analizuje, obserwuje, ale gdy już podejmie decyzję, jest jej wierna.

Z Monachium do Warszawy

          Dlatego wróciła do Monachium, ale z gotową strategią, że w koncernie zarządzanym przez mężczyzn wtedy zrobi karierę, gdy będzie potrafiła coś, co im będzie obce.

Wybór padł na język polski. Brittani bardzo szybko została przedstawicielem Siemens Bosch na Europę Środkowo – Wschodnią, ale po dwóch latach, gdy odwiedziła już Polskę, Rosję, Rumunię, Ukrainę i inne kraje tej części Europy, a o sprzedaży sprzętu AGD na tych rynkach wiedziała wszystko, zamarzyła o czymś nowym. Intrygująca na kilkanaście stała się realizacja projektu okablowania największych stacji telewizyjnych w Berlinie, ciągle jednak szukała większego wyzwania… i wyjechała do Polski. Na 5 lat została dyrektorem handlowym Siemens Bosch w Warszawie, osobą odpowiedzialną za budowanie marki firmy.

- Fascynuje mnie tworzenie, budowanie czegoś od początku do końca, udana realizacja projektu. Potem szukam nowego, jeszcze trudniejszego zadania – śmieje się kobieta.

Na Podkarpaciu znają ją prezesi największych firm z branży lotniczej, władze Rzeszowa są z nią w stałym kontakcie, duże koncerny europejskie coraz częściej proszą ją o ekspertyzę rynku  w tej części Europy i ocenę możliwości ewentualnej współpracy z Ukrainą, a ona sama? Bardzo sobie to ceni, ale wie, że najważniejszy jest, nie już zrealizowany, ale ciągle dopracowywany projekt.

- Od kilkudziesięciu lat współpracuję z największymi koncernami w różnych branżach, dla mnie to codzienność – tłumaczy Brittani. – Dlatego kilka lat temu nie uznałam, że szczytem moich marzeń będzie przyjęcie propozycji zostania prezesem Siemens Bosch na Ukrainie. Wręcz przeciwnie, wtedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie. - No to Brittani, nadszedł czas, byś teraz pracowała na swoim. Na własną firmę zdecydowała się w Polsce. Tłumaczy, że kocha tę naszą polską niepokorność i chaotyczne uporządkowanie, świetnie się w tym czuje.

- Polski menedżer jest dużo bardziej bezpośredni, serdeczny, niż jego niemiecki kolega. Sam polski biznes charakteryzuje się dużo większą spontanicznością, żywiołowością, niekiedy brakiem profesjonalizmu, zbyt dużą skłonnością do ryzyka niż niemiecki, ale z drugiej strony Polacy są ogromnie przedsiębiorczym narodem. Ciągle mnie to zadziwia i bardzo mi to imponuje - tłumaczy Brittani. Jej samej zaimponować można mądrością, pracowitością, zaangażowaniem. Swoim współpracownikom daje ogromną wolność, ale i wymagania ma ogromne. Już się przekonała, że woli zatrudniać kobiety - te pasjonują się zlecanymi im zadaniami. Przy pracy nad projektem wprowadzenia MTU do Jasionki współpracowała z mężczyzną, ale ten zdawał się być znudzony pracą małymi kroczkami, chciał odrazu efektu, który wymagał kilkunastomiesięcznej, systematycznej pracy.

          Przez ostatnie kilka lat własnej działalności ani raz nie żałowała, że zrezygnowała ze stałej pracy w korporacji. - Na starcie usłyszałam pochwałę i zachętę od mamy, która uznała, że wreszcie robię dobrze, bo przecież żadnemgo szefa tak do końca nigdy nie chciałam w pracy uznawać. Zawsze miałam dziesiątki własnych pomysłów i koncepcji - wspomina właścicielka BNG. - Widać mama doskonale wiedziała, co mówi.

Na początek Brittani założyłą firmę z pogranicza hotelarstwa i gastronomii, sprowadzającą m.in. dla hoteli Sheraton i Polonia w Warszawie akcesoria firmy Villeroy & Boch oraz sztućce Heppa. Po kilku latach przyszła fascynacja konsultingiem i współpraca ze świetnym niemieckim trenerem, przy którym bardzo dużo nauczyła się o doradztwie i lobbingu, by w końcu dojrzeć i zdecydować się na absolutnie samodzielną działalność jako Brittani Network Group. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Susanna Brittani bardzo dobrze znana w kręgach biznesowych, dwa lata temu dostała zlecenie na ekskluzywny, ogromny projekt wprowadzenia MTU Aero Engines do Jasionki. Udało się lepiej niż ktokolwiek się spodziewał.

W Jasionce za 50 mln euro stanęła fabryka produkująca części do samolotów, zatrudniająca 200 osób, a kolejnych 200 mająca przyjąć do pracy.

- Czuję się matką chrzestną tego przedsięwzięcia - uśmiecha sie Susanna Brittani. - Ale myślami jestem już przy kolejnym projekcie. Prowadzę rozmowy z inną dużą niemiecką firmą z branży kolejowej, która rozważa wejście na Podkarpacie. No i nie byłabym sobą, gdybym za cel nie postawiła sobie ściągnięcie do Rzeszowa albo na Podkarpacie inwestora ze Szwecji.

Wzywa mnie Wschód?

         A potem? Susanna Brittani śmieje się, że w Rzeszowie planuje zatrzymać się na dłużej. Za 10 lat może na stałe przeniesie się do Bombaju albo Bangkoku. Jak magnes działa na nią wyzwanie: pojechać do obcego miejsca, nie wiedzieć o nim nic i stworzyć coś od zera.

Gdy już w nocy kończę z Susanną spotkanie i patrzę, jak wsiada do 27 – letniego, cudnie stylowego jaguara wiem, że przez najbliższych kilka lat podkarpacki biznes będzie miał się od kogo uczyć. A Indie? Kilka lat mogą jeszcze na Brittani poczekać.

 

Źródło: VIP Biznes & Styl





Copyright © 2010 Brittani Network Group. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja: Kiwi Media